Dwa światy „Nie-Boskiej komedii” Część druga dramatu owiana jest tchnieniem śmierci, część trzecia i czwarta – przedstawiają zagładę świata, który Krasińskiemu musiał być bliski i drogi. Okopy Świętej Trójcy symbolizują wszystko to, z czym musiał solidaryzować się potomek świetnego rodu, a jednak świat ten ginie. Dzieje się tak wskutek tego, że doszło do skrajnego przeciwstawienia sobie interesów wrogich klas (warstw społecznych), z których żadna nie znalazła w sobie pozytywnych, konstruktywnych sił duchowych. Autor z pogardą i niesmakiem portretuje przedstawicieli obozu arystokratów, ale też z przerażeniem i nienawiścią opisuje demokratów w momencie końca świata i sprzymierzonych z nimi Żydów, którzy występują jako „Przechrzty” (w myśl proroctwa o ich ostatecznym nawróceniu). Gdyby Pankracemu powiódł się trud tworzenia, „Nie-Boska komedia” byłaby pochwałą wszechmocy człowieka. Historiozofia utworu głosiłaby pochwałę rewolucji, jako straszliwego, ale koniecznego przesilenia, otwierającego wyższy etap szczęśliwości ziemskiej. Taka teza była jednak obca Krasińskiemu.
Dwa światy "Nie-Boskiej Komedii"
Dwa światy „Nie-Boskiej komedii” Część druga dramatu owiana jest tchnieniem śmierci, część trzecia i czwarta – przedstawiają zagładę świata, który Krasińskiemu musiał być bliski i drogi. Okopy Świętej Trójcy symbolizują wszystko to, z czym musiał solidaryzować się potomek świetnego rodu, a jednak świat ten ginie. Dzieje się tak wskutek tego, że doszło do skrajnego przeciwstawienia sobie interesów wrogich klas (warstw społecznych), z których żadna nie znalazła w sobie pozytywnych, konstruktywnych sił duchowych. Autor z pogardą i niesmakiem portretuje przedstawicieli obozu arystokratów, ale też z przerażeniem i nienawiścią opisuje demokratów w momencie końca świata i sprzymierzonych z nimi Żydów, którzy występują jako „Przechrzty” (w myśl proroctwa o ich ostatecznym nawróceniu). Gdyby Pankracemu powiódł się trud tworzenia, „Nie-Boska komedia” byłaby pochwałą wszechmocy człowieka. Historiozofia utworu głosiłaby pochwałę rewolucji, jako straszliwego, ale koniecznego przesilenia, otwierającego wyższy etap szczęśliwości ziemskiej. Taka teza była jednak obca Krasińskiemu.
